Ale historia u moich znajomych! On ateista, ona siebie nazywa ateistką, choć w mojej ocenie jest agnostykiem. Na pewno obojgu z wszelkiej maści wierzeniami nie po drodze.
Ich syn, aż do 1 klasy nie miał styczności z religią, bogami, szamanem i żadnymi innymi wyroczniami. W przedszkolu religii w ogóle nie było. Pewnego dnia jednak chłopak poszedł do pierwszej klasy.
Moi znajomi wiedząc, że ja „zaprawiony w bojach”: dzwonią do mnie! Pytają co z tym fantem zrobić? Ja oczywiście dzielnie prezentuję jedyne słuszne rozwiązanie polegające na niezapisywaniu dziecka na religię. Jak zwykle wyjaśniłem dlaczego lepiej nie zapisywać i dlaczego religia dziecku szkodzi. W tym momencie pojawia się stały fragment gry czyli tłumaczenie słowami: „co powie babcia”, „wszyscy pójdą do komunii” itp.
Jeszcze tego samego dnia wieczorem umówiliśmy się na małe piwo aby porozmawiać o tym temacie. Choć to głównie ja mówiłem, a oni przytakiwali i potwierdzali, że ze mną się zgadzają to jednak nie mieli rozwiązania problemu jakim jest „co powie babcia?”. Nie znam tej pani więc trudno mi powiedzieć co powie, a może nawet co zrobi. Natomiast doskonale wiem co zrobiłbym gdybym miał podać dziecku papierosy lub narkotyki tylko dlatego, żeby uzależnionej babci będzie miło, że wnuczek też ćpa.
Domyślacie się pewnie, że chłopiec na religię został zapisany. Nie byłoby przecież żadnej historii gdyby nie wygrana babci. Rodzice stwierdzili, że jakoś do pierwszej komunii to przetrwają, a potem po imprezce i prezentach po prostu go wypiszą. Czyli standardowy plan jakich w Polsce tysiące. Ja w temat dalej nie brnąłem…. czego teraz bardzo żałuję.
Pierwsza klasa musiała minąć bezproblemowo. W zasadzie nie poruszaliśmy tego tematu w ogóle. Oni na nic się nie skarżyli, ja o nic nie pytałem. Nawet o tym nie myślałem. Większość dzieci moich znajomych chodzi na religię więc nie było też w tym nic dziwnego, że w tej sprawie milczeliśmy. Chłopiec zachowywał się normalnie. Wszystko do czasu mniej więcej połowy drugiej klasy.
Z opowiadań znajomych wynika, że tej zimy chłopiec zapytał rodziców : „dlaczego nigdy nie przyjmujemy księdza po kolędzie?”. Rodzice pytaniem byli bardzo zaskoczeni, bo chyba nigdy nie zastanawiali się dlaczego tego nie robią. Ich błąd, że nie rozmawiali o tym nigdy wcześniej ze swoim synem. Niestety nie wiem jakiej odpowiedzi udzielili chłopcu. Z relacji wynika, że przez kolejny rok temat kościoła, bogów i wierzeń wszelakich w domu się nie pojawiał. Tak sielanka trwała do kolejnej zimy.
W połowie trzeciej klasy chłopiec przychodzi do rodziców roztrzęsiony i z płaczem oraz informacją, że „wszyscy pójdziemy do piekła, nie modlimy się w domu, nie chodzicie do kościoła, nie przyjmujecie księdza”. Temat powtórzył się jeszcze kilka razy, aż ostatecznie rodzice przyjęli ów szamana w swoim domu.
W tym roku rozmawialiśmy na ten temat kilka razy, dziecko jest w złym stanie psychicznym ze względu na „grzechy” rodziców. Rodzice załamani, już poważnie rozważają chodzenie do kościoła. Chłopak jest w czwartej klasie i w ogóle nie chce słyszeć o tym, że miałby być wypisany z religii.
Co dalej? Ja nie znam odpowiedzi. Może Wy wiecie jak można zaradzić. Jak im pomóc? Boję się pomyśleć co się wydarzy gdy chłopak dowie się, że rodzice ślubu kościelnego nie mają?!
Głupia sytuacja. Szczerze to nie spotkałem się z czymś takim wcześniej bezpośrednio. Podejrzewam, że podobnych akcji musi być więcej. To pewne, że ogromna ilość dzieci da się zmanipulować katechecie. Zwłaszcza, że w większości przypadków rodzice w domu nie naprostowują tego co na lekcji religii się mówi. W wielu rodzinach to taki trochę temat tabu! Temat o którym lepiej nie rozmawiać, bo rodzice nie chcą okłamywać dziecka. Musieliby się przed nim zdradzić ze swoimi poglądami. Taka mama czy tata wtedy śmiało mogliby siebie nazwać hipokrytami. Uważają, że lepiej zatem o tym nie mówić wcale. O zgrozo!
Ateisto! Jeżeli zastanowiłeś się 10 razy czy zapisać dziecko na religię to zastanów się jeszcze raz.